Prosta fotografia
Pojawienie się i rozwój modernizmu miały niebagatelny wpływ na każdą dziedzinę sztuki. I choć ramy czasowe tego okresu są bardzo umowne, to właśnie jego przedsmakiem była „prosta fotografia”, czasem nazywana także „czystą”. W największym skrócie jest to kierunek przeciwstawny do założeń piktorializmu. Nie powinno się go jednak bagatelizować, ponieważ to nurt bardziej złożony niż sugerowałaby to jego nazwa.
KLUCZOWI TWÓRCY FOTOGRAFII PROSTEJ:
Alfred Stieglitz, Paul Strand, Ansel Adams, Edward Weston, Willard Van Dyke, Imogen Cunningham
Termin „prosta fotografia” ukuto w roku 1904 – była to więc bardzo szybka reakcja na pojawienie się piktorializmu w Stanach Zjednoczonych. Jego autorem jest japońsko-niemiecki poeta oraz krytyk Sadakichi Hartmann, który (delikatnie mówiąc) nie należał do zwolenników kierunku, w jakim rozwijali się fotograficzni secesjoniści. I może nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie okoliczności, w jakich zrodziła się „prosta fotografia”.
Hartmann wyraźnie odcinał się od utożsamiania fotografii z malarstwem. W jego odczuciu takie podejście uwłaczało samej idei fotografii jako sztuki. Swoje przemyślenia na ten temat postanowił więc opublikować w piśmie „Camera Work”. To zaś było wydawane przez… stanowiące bastion piktorialistów stowarzyszenie Photo-Secession Alfreda Stieglitza. Tekst spotkał się jednak z ciepłym przyjęciem, a niedługo potem amerykańscy rozłamowcy postanowili sprawdzić się w nowym gatunku.
Wbrew pozorom prosta fotografia nie oznaczała powrotu do punktu wyjścia. Sprzeciw wobec programu piktorialistów nie wynikał bowiem z niechęci do ingerowania w zdjęcia. Hartmann proponował natomiast odcięcie się od malarskich nawiązań i tworzenie zdjęć na własnych warunkach. Te zaś miały być ostre oraz charakteryzować się wysokim kontrastem i dużą wagę przywiązywać do geometrycznych struktur przedmiotów. Tym samym prosta fotografia otwierała się na abstrakcję, która w nieoczywisty sposób wynikała z powrotu do stylu dokumentalnego. Nowy kierunek szybko zainteresował między innymi Alfreda Stieglitza czy Paula Stranda. Równolegle w Kalifornii powstała też grupa f/64 zrzeszona wokół Willarda Van Dyke’a. Co ciekawe, postulaty Hartmanna zostały przyjęte bardzo pozytywnie, mimo że nie był on zawodowym fotografem.
Hartmann wyraźnie odcinał się od utożsamiania fotografii z malarstwem. W jego odczuciu takie podejście uwłaczało samej idei fotografii jako sztuki. Swoje przemyślenia na ten temat postanowił więc opublikować w piśmie „Camera Work”. To zaś było wydawane przez… stanowiące bastion piktorialistów stowarzyszenie Photo-Secession Alfreda Stieglitza. Tekst spotkał się jednak z ciepłym przyjęciem, a niedługo potem amerykańscy rozłamowcy postanowili sprawdzić się w nowym gatunku.
Wbrew pozorom prosta fotografia nie oznaczała powrotu do punktu wyjścia. Sprzeciw wobec programu piktorialistów nie wynikał bowiem z niechęci do ingerowania w zdjęcia. Hartmann proponował natomiast odcięcie się od malarskich nawiązań i tworzenie zdjęć na własnych warunkach. Te zaś miały być ostre oraz charakteryzować się wysokim kontrastem i dużą wagę przywiązywać do geometrycznych struktur przedmiotów. Tym samym prosta fotografia otwierała się na abstrakcję, która w nieoczywisty sposób wynikała z powrotu do stylu dokumentalnego. Nowy kierunek szybko zainteresował między innymi Alfreda Stieglitza czy Paula Stranda. Równolegle w Kalifornii powstała też grupa f/64 zrzeszona wokół Willarda Van Dyke’a. Co ciekawe, postulaty Hartmanna zostały przyjęte bardzo pozytywnie, mimo że nie był on zawodowym fotografem.