Martwa natura
Martwa natura jest prawdopodobnie najbardziej niedocenianym gatunkiem w sztuce. Wywodzi się z XVI-wiecznego malarstwa niderlandzkiego, swoją nazwę zawdzięczając słowu stilleven z tamtejszego języka. Oczywiście prace o podobnej tematyce powstawały już wcześniej, jednak właśnie Holendrom przypisuje się usystematyzowanie nurtu, choć wszystkiemu winny był… popyt. Płótna tego typu uznawane były za gatunkową mieliznę, lecz mimo to ludzie chętnie je kupowali – więc je malowano.
KLUCZOWI TWÓRCY FOTOGRAFII MARTWYCH NATUR:
Roger Fenton, Louis Arthur Ducos du Hauron, Jaromír Funke, André Kertész, Edward Weston, Robert Mapplethorpe
Termin „prosta fotografia” ukuto w roku 1904 – była to więc bardzo szybka reakcja na pojawienie się piktorializmu w Stanach Zjednoczonych. Jego autorem jest japońsko-niemiecki poeta oraz krytyk Sadakichi Hartmann, który (delikatnie mówiąc) nie należał do zwolenników kierunku, w jakim rozwijali się fotograficzni secesjoniści. I może nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie okoliczności, w jakich zrodziła się „prosta fotografia”.
Hartmann wyraźnie odcinał się od utożsamiania fotografii z malarstwem. W jego odczuciu takie podejście uwłaczało samej idei fotografii jako sztuki. Swoje przemyślenia na ten temat postanowił więc opublikować w piśmie „Camera Work”. To zaś było wydawane przez… stanowiące bastion piktorialistów stowarzyszenie Photo-Secession Alfreda Stieglitza. Tekst spotkał się jednak z ciepłym przyjęciem, a niedługo potem amerykańscy rozłamowcy postanowili sprawdzić się w nowym gatunku.
Wbrew pozorom prosta fotografia nie oznaczała powrotu do punktu wyjścia. Sprzeciw wobec programu piktorialistów nie wynikał bowiem z niechęci do ingerowania w zdjęcia. Hartmann proponował natomiast odcięcie się od malarskich nawiązań i tworzenie zdjęć na własnych warunkach. Te zaś miały być ostre oraz charakteryzować się wysokim kontrastem i dużą wagę przywiązywać do geometrycznych struktur przedmiotów. Tym samym prosta fotografia otwierała się na abstrakcję, która w nieoczywisty sposób wynikała z powrotu do stylu dokumentalnego. Nowy kierunek szybko zainteresował między innymi Alfreda Stieglitza czy Paula Stranda. Równolegle w Kalifornii powstała też grupa f/64 zrzeszona wokół Willarda Van Dyke’a. Co ciekawe, postulaty Hartmanna zostały przyjęte bardzo pozytywnie, mimo że nie był on zawodowym fotografem.
Hartmann wyraźnie odcinał się od utożsamiania fotografii z malarstwem. W jego odczuciu takie podejście uwłaczało samej idei fotografii jako sztuki. Swoje przemyślenia na ten temat postanowił więc opublikować w piśmie „Camera Work”. To zaś było wydawane przez… stanowiące bastion piktorialistów stowarzyszenie Photo-Secession Alfreda Stieglitza. Tekst spotkał się jednak z ciepłym przyjęciem, a niedługo potem amerykańscy rozłamowcy postanowili sprawdzić się w nowym gatunku.
Wbrew pozorom prosta fotografia nie oznaczała powrotu do punktu wyjścia. Sprzeciw wobec programu piktorialistów nie wynikał bowiem z niechęci do ingerowania w zdjęcia. Hartmann proponował natomiast odcięcie się od malarskich nawiązań i tworzenie zdjęć na własnych warunkach. Te zaś miały być ostre oraz charakteryzować się wysokim kontrastem i dużą wagę przywiązywać do geometrycznych struktur przedmiotów. Tym samym prosta fotografia otwierała się na abstrakcję, która w nieoczywisty sposób wynikała z powrotu do stylu dokumentalnego. Nowy kierunek szybko zainteresował między innymi Alfreda Stieglitza czy Paula Stranda. Równolegle w Kalifornii powstała też grupa f/64 zrzeszona wokół Willarda Van Dyke’a. Co ciekawe, postulaty Hartmanna zostały przyjęte bardzo pozytywnie, mimo że nie był on zawodowym fotografem.